sobota, 7 kwietnia 2012

Rozdział 5.

Poniedziałek, pół godzinna podróż do parku rozrywki Disneyland. Była to dość męcząca podróż. Wchodząc do parku kasowało się bilety. Przy jednym z kasowników stał bardzo ładny, podobny nawet do Ronalda mężczyzna. Zapytał się nas po angielsku: skąd jesteśmy? Agatę tak zatkało, że nie wydusiła ani jednego słowa. Ja za to grzecznie mu odpowiedziałam, że jesteśmy z Polski. W Disneylandzie wszystko było jak z bajki. Podróż mini pociągiem, pierwsza kolejka. Emocje normalnie, ze można umrzeć. Kolejka była zajefajna, ale wychodząc z niej zgubiłam mój telefon. Na moje szczęście, dobrze, że się odnalazł. W końcu weszliśmy do jakiegoś sklepu. Mama kupiła mi kubek z myszką Mini i miskę na płatki z Tygryskiem. Byłam bardzo zadowolona z tych zakupów. Potem pod namową Agaty i mojego taty, poszliśmy na podróż w kosmosie. Ta kolejka była bardzo szybka, jadąc nią było widać planety. Kiedy się skończyła, było mi niedobrze, i szłam jak bym wypiła setkę. Później już nie chciałam na niczym jeździć. Znów obiadokolacja, ale ta była bardzo wyjątkowa. Obok naszego stolika siadł samotnie Czesio. W pewnym momencie zabrakło nam wody, na moje pechowe szczęście, ja musiałam iść oczywiście po nią. Agata po wyjściu z restauracji opowiedziała mi co wyprawiał Czesio, jak wstałam od stolika. Jadł fasolkę, spojrzał na mnie i wypadła mu z buzi. Zrobił się purpurowy, kiedy wracałam z wodą, znów tajemniczo uśmiechnięty. Wieczorem nadal nie mogłam jej uwierzyć, w to co mi powiedziała. Przed snem wyobrażałam sobie go jako księcia z bajki, na białym koniu.










1 komentarz:

  1. Zmieniłyśmy datę :) Dzięki, że nam przypomniałaś <3 Jesteś wielka! http://what-makes-katowice-beautiful.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń